W trakcie wizyty lekarka kontynuowała prywatną rozmowę ze swoją sekretarką, śmiała się. Lekarka zachowywała się obcesowo i wrogo, sprawiając wrażenie, jakby celowo chciała utrudnić przebieg wizyty. Chciałem opowiedzieć, z czym przychodzę, ale lekarka przerywała mi i cały czas szukała czegoś w komputerze, mówiąc, że sprawdza kartę. Próbowałem pokazać najnowsze wyniki badań, które miałem w telefonie, ale lekarka poinformowała mnie, że nie jest w stanie czytać z ekranu telefonu. Wyciągnąłem moją "onkologiczną teczkę" z wynikami z całego mojego leczenia i chciałem tam znaleźć najaktualniejsze wyniki. W gabinecie lekarki pacjent siedzi przy ścianie, bez jakiegokolwiek stolika, gdzie mógłby położyć swoją teczkę i spokojnie znaleźć wyniki. Poprosiłem o podsunięcie krzesła do biurka lekarki, z drugiej strony od niej, tak jak to wygląda w większość gabinetów lekarskich, ale wtedy zostałem poinformowany, że tak nie można, bo na komputerze są "ważne dane". Kiedy zacząłem jej zwracać uwagę, zaczęła grozić, że wpisze mi w papiery, że "pacjent jest agresywny". Niczego się nie dowiedziałem podczas wizyty, nie mogłem pokazać wyników ani o nic zapytać, a postawa lekarki nie zachęcała do dalszych prób nawiązania komunikacji, więc wyszedłem z gabinetu. Uważam, że to nie jest podejście, które onkolog powinien mieć względem spoglądających w oczy śmierci pacjentom.