Jestem właśnie po wizycie u tej pani. Od początku choroby mojego taty (79 lat) spotykałam się z bardzo dobrymi lekarzami, profesjonalistami, a do tego bardzo taktownymi, którzy każdą informację potrafili przekazać mojemu tacie w sposób bardzo delikatny. Każdy poprzedni lekarz, a kilku przeszliśmy w ostatnich dwóch miesiącach był bardzo życzliwy, starał się nam pomóc, miał jakieś dobre słowo dla mojego taty, każda wizyta dodawała mu otuchy, budziła jakąś nadzieję, że może nie jest aż tak całkiem źle. Ta pani dzisiaj zabiła w moim tacie wszystko. A przecież dobry nastrój, pozytywne myśli są jak lek dla każdego człowieka. Nawet nie wiem sama, jak mam teraz się zachować w stosunku do niego, co mu mówić, żeby podnieść go chociaż trochę na duchu, w jaki sposób wykrzesać w nim chociaż troszkę pozytywnego nastawienia. Ta pani praktycznie w ogóle nie spojrzawszy na nas głośno zakomunikowała, że w tym przypadku to już tylko hospicjum, tam będzie najlepsza opieka dla mojego taty, a radioterapii paliatywnej nie otrzyma. Dla mojego taty słowo hospicjum i ten brak jakiegokolwiek wsparcia ze strony lekarza, żadnej pomocy zabrzmiał jak wyrok. Jak taki pacjent ma funkcjonować dalej? Jak ma przetrwać te kolejne dni? Jak ja mam mu pomóc i jak wytłumaczyć takie zachowanie lekarza? Akurat wczoraj oglądałam spektakl "W roli Boga". Jeśli pani przeczyta mój wpis, to proszę o pooglądanie i wyciągnięcie wniosków. Bo tak właśnie dzisiejszą sytuację odebrałam. Tak łatwo przyszło podjąć taką decyzję, o przekreśleniu życia, tych ostatnich chwil człowieka...
Leczone schorzenie: Rak jelita grubego i odbytnicy, Rak trzustki, Rak żołądka, Rak wątroby, Inne nowotwory układu pokarmowego, Rak przełyku, Nowotwór GIST